środa, 19 marca 2008
...jak anioła głos...
Hmm wieki temu tutaj nie byłam...co sie działo??...może duzo może mało...trudno ocenić...życie sie toczy...chyba za szybko...nie mam czasu na nic a moze nie chce mieć???...Hmm matura...cos takiego...próbna zdałam więc mam nadzieje że majowa też zdam i to lepiej...:P:P...Hmm studniówka...wielkie haloo...ale imprezka była syta...naprawde jedyna w swoim rodzaju...Zblizyłam się do moich dziewczynek z klasy...jak ja się z Wami rozstane???...dlaczego liceum to tylko 3 lata...ale mam nadzieje że Muszkieterki przetrwaja wszystko...Kosiam Was moje wariatki...Nasza tradycja cotygodniowego wypadu w piątek lub sobote na "soczek" to super sprawa...:D:D:D...oczywiście obecność jest różna...ale Lonia i ja zawsze jesteśmy na posterunku...:D:D:D...lubimy "soczek"...:D:D:D...Troszke smutno, bo kontakt z moimi Smyrkami troszke zanikł...Miśki moje co sie dzieje???...Został miesiąc szkoły...ja nadal nie wiem co i gdzie chce studiować...RATUNKU!!!...Hmm ale za to będe miała baaaardzo długie wakacje...4 miesiące...hihi...fajnie :P:P...Ok kończe bo już chyba nie potrafie pisać bloga :D:D:D...Buziaki...może kiedyś tu jeszcze wpadne...
piątek, 09 listopada 2007
...powrót w przeszłość...
Dzisiaj razem z moimi dziewczynkami (Asia:*,Marta:*) byłam w zespole...zdałam sobie sprawę z tego że naprawde mi tego brakuje...okazuje się że taniec jest moją miłością...jak słyszałam tą muzyke i patrzyłam na ludzi którzy naprawde się bawią tym co tam robią...tęsknie za naszą grupą...naszym tańcem...naszych wygłupów...szaleństwo...l współne koncerty...wyjazdy...dlaczego nie mogę cofnąć czasu...tak na chwilke...tak aby wrócić do tej radości...jak przypomnę sobie jak wszystko nas bolało...nie mogliśmy złapać tchu po rzeszowie...żywcu...oberku(łowicz)...kochani wróćmy do zespołu...barkuje mi również Was drogie Smyrki...żadko sie widzimy...jedni wyjechali na studia...nastepni odeszli z zespołu (w tym i ja:D)...a malutka garstka została...walczcie aby ten zespół przetrwał...żebyśmy mieli gdzie wracać... i chociaż popatrzeć na te hulanki ( czy przez jakie tam h/ch)...Buźka dla Was moje Smyrki...juz na zawsze nimi zostaniemy...
piątek, 02 listopada 2007
...każdy swoje dziesięć minut ma...
...no tak dawno mnie tu nie bylo...przyczyna...może brak czasu...ochoty...Ale co by tu napisać...Hmmm moje życie teraz to tylko szkoła szkoła a i jeszcze szkoła...ciekawie prawda?...a tak poza tym to kilka osób miało 18...w tym i ja...:D:P:D:P...zawsze wiedziałam że mam wokół siebie dużo przyjaciół...kosiam Was dzikusy moje...a te prezenty..hmmm za kogo Wy mnie macie ???...nie wybacze Wam tego bicia tym grubym pasem...na sama myśl mnie boli pewna część ciała..:(:(:(...A tak ogólnie to jakoś mi się nie wydaje że jestem pełnoletnia...nic się nie zmieniło...może po jakimś czasie zauważe zmiany...:D...Wczoraj było święto wszystkich zmarłych...hmm kolejnna okazja do spotkań rodzinnych...oczywiście jak Marzenka może być grzeczna nawet na cmentarzu...dobrze że babcia nie wyprowadzila mknie za ucho za brame...:D:D:D...no ale cóż w każdej sytuacji można znaleźć okazje do śmiechu a zwłaszcza z kuzynostwem...po powrocie razem z Martą poszłyśmy na spacer na Słowackiego...chyba stworzymy coroczną tradycje odwiedzania grobów po zachodzie słońca...teraz mamy troszke wolnego...niby nie zadali zadania..ale nauczyciele to tylko nauczyciele..przecież trzeba przekosić po tak długim weekendzie ...co ale zostało tylko 6 miesięcy..damy rade...:D:D:D...Ok będe kończyć...wielka bużka dla wszystkich...:*:*:*:*
niedziela, 02 września 2007
...tylko to co nieważne...
No cóż wakacje dobiegły końca...niestety to co "dobre" szybko się kończy...Co sie działo na tych wakacjach?...chyba nie dużo...może mogło dziać się coś więcej a może nie...nie wiadomo...było jak było...Było troche imprez...troche laniuchowania...troszke wody...troszke opalenizny...dużo śmiechu...dużo poznanych osób...hmmm ale jak to sie mówi wszystko nam zostaje...czyli nasze wspomnienia...przez jakiś czas byłam u cioci...naprawde nie wiedziałam, że mam takie szalone kuzynki...ale cóż - to rodzinne :D:D:D...Aga niestety musiałyśmy zawiesić naszą działalność "Cecholników"...:D:D:D...jak to sie mówi do trzech razy sztuka...miło mi było z Wami...to zostanie mi w pamięci...no cóż, było troszke osiemnastek : Martuśka, Danusia, Kasia...wszystkiego naj dziewczynki...jeszcze kilka przede mną...a nawet moja:D:D:D...jednak wszystko nie było takie piękne...31.08. - tą date zapamiętam...jakiś idiota zabił mi pieska...ciężko mi...11 lat razem- to dużo dla mnie...nawet dzisiaj zapędziłam się i dałam mu jeść...cały czas myśle że zaraz do mnie przyjdzie...przytuli się...<beczy>...brakuje mi go...i chyba już tak zostanie...on już będzie częścią mojego życia...Przede mną ostatni rok liceum...matura, boję się, nie wiem jak to będzie...wiem że musze wziąść się do roboty i to ostro...Zdecydowałam że odchodze z zespołu...szkoda mi troche, bo 5 lat ze Smyrkami to bardzo dużo...ale chyba straciłam już ten entuzjazm i radość z tego co tam robiłam...ale zostają mi przyjaciele...buźka dla Was ...dziekuje za te 5 lat razem...hmm zostaje mi teraz tylko napisać: Witaj szkoło!!!...Kończe i życze powodzenia wszystkim, a nawet sobie :P...
W tej szrarej rzeczywistości
czasami ze słońca promieniami
Się śmieję
Ale teraz rozpływam się po murach
Razem z deszczem
Tylko on płacze ze mną
Smutki w stopklatce zatrzymane
Trzymam je mocno na uwięzi
Choć wcale nie chcę...
To przez Ciebie
Ty nacisnąłeś przycisk pauzy
W życia kamerze
Kierując obiektyw na moja łzę
I pstryk!
Chwila ulotna zatrzymana...
poniedziałek, 09 lipca 2007
...życie jest piękne...
Hmm wakacje...no to się troszke dzieje...a jeszcze napisze co było tydzień przed zakończeniem roku...a propo była osiemnastka mojej kuzynki...troszke się działo...ojjj laski nie wiedziałam że mam takie dziki w rodzinie..:D:P:P...ale to przecież fajnie...przynajmiej sie dogadujemy ;)...a to najwazniejsze...Powiem tylko jedno...to narazie pierwsza osiemnastka która trwała 2 dni...ojj głowa bolała...W niedziele pil****...na przystanku z dawną ekipa...Adaś dziekuje:*...do domu wróciłam w poniedziałek...no i tak zaczęłam wakacje...Zakończenie roku tez było wesołe...ojj dziewczynki my to nawet na przemówieniu naszego dyrektora nie mozemy przestać sie śmiać...W poniedziałek i we wtorek byłam w Rzeszowie wraz z Asią, Jopciem, Newtonkiem i Mociem...ojj Wy dziki...jak mi dobrze z Wami...zespół Połoniny pokazał co potrafi...ale i tak skrzypek był najlepszy..."pińcia pińcia pińcia lala" :D:D:D...W czwartek byłam z Danusia w Cinemie na karaoke...hehe smiesznie było a zwłaszcza chłopaczek który tańczył jak by go prąd kompną... i Sebastian...fajny chłopak ;)...No i urodziny Jopcia...nie bede wymieniać ludzi...ale było ich troszku...tez się działo...niechcacy na koniec zaspałam na łóżku u Jopcia...ale przynajmniej było mi przyjemnie...Dziękuje Wacek, że mnie ogrzałeś na polku, po tym jak Baranek mnie zaatakował na łóżku :D:D...a w niedziele pojechałam z rodzicami do Birczy na imprezke...hehe smiesznie było...oczywiście tam zostałam na potupance...hmmm fajnie było...potańczyłam sobie...Łukasz musisz jeszcze troszke potrenować polke i walca...ale już cosik cosik...Siwy masz szczęście że przypomniałes sobie moje imie ;)...ale jak mogłeś mnie podglądać...ojjj nieładnie....:D:D:P:P...Hmmm poniedziałek...ognisko u Basi...Troszke pojeździłam sobie po jednym chłopaczku...no cóż po kims musiałam...Lonia ten sex na huśtawce...mmm to było cos...:D:D:D...to dziwnie nie wyglądało, wogóle..:D:D...a juz w środe imprezka u Wacka...buchy nie buchy..Wacek te karteczki z rezerwacją i nie tylko na klatce schodowej, drzwiach wejściowych i lista gości...co jak co ale ja bym na to nie wpadła...to było cos...Dziewczynki miały jedna chorobe...nie zdradze tylko co :D...Agatka nam zawsze dobrze razem...a to, co sie działo w pokoju obok jak chłopcy tańczyli "Łaga czigi"...hehe to przejdzie do historii...te historie o duchach na kolankach u Wacka-i jak tu sie bać? ;)...Hmm a tak poza tym to mam remont...zaczelismy od kuchni..ale maja zmieniać okna...robić pokoje...kto mnie przyjmie do siebie pod dach?...ja juz mam dośc a co to dopiero do końca?...Buuu...ale musze sobie dac jakoś rade...W niedziele była 25 rocznica ślubu mojego wujostwa...hehe jaka ja mam zwariowaną rodzinke...a jeszcze wieczorkiem pojechaliśmy do Darowic na potupanke pod gołym niebem...ahh te poleczki i walczyki...przy nie tylko moim zdziwieniu spotkałam Krzysia...dzieki za te kilka tańców i szaleństwo...ucierpiały moje butki ale to sie sklei:D:D...Chyba skończe bo się rozpisałam...a tak wogóle mam internet jak wiatr zawieje...ale i tak nie mam czasu siedzieć...:D:D...Wielka buźka dla wszystkich...czekam na kolejne propozycje na imprezki ;)...:D:D..jestem zawsze chetna..:D:D:D....Buziaczek wielki :*:*:*
środa, 13 czerwca 2007
...życie to sen wariata...
...hmmm co by tu napisać....Co do szkoły to już rok mam zakończony...oceny już długopisem wpisane...więc mam juz WAKACJE...:d:d:d:d...mam nadzieje że bedą udane...chciałabym....hmmm jak zwykle na koniec roku jest wyścig szczurów..ale to już uroki szkoły...od przyszłego roku mamy miec jakieś wieśniackie identyfikatory...ok przeżyje jeszcze ten rok...najgorszy rok...matura przed nami...ojejjj...Ale narazie próbuje się zrelaksować...zaliczać imprezki...a zwłaszcza ostatni weekend był męczący...W piatek wraz z Danusią :* Melcią :*
* Jopciem :* i Newtonkiem:* oraz mile spotkane w klubie Madzią :* i Karolcią:* bawilismy w Sing Singu....hmm wyło super...wybawilismy się na całego....fajnie było Was spotkać dziewczynki...juz dawno razem nie balowaliśmy...buźka dla Was...na drugi dzień miałam osiemnastke w Żurawicy u Kasi...na przystanku jeszcze z Lonia leczyłysmy kaca...ojj ciężko było...:D:D...ale dałyśmy rade...co do imprezy to hmmm..jak by nie dziewczynki, które sobie same dawały rade by się dobrze bawić to nie byłoby dobrze...ale zawsze to cos..:D:D:D:P:P... w niedziele mielismy wystep na Polonii..ojejj co się działo...zanim doszłam to ulewa tak mnie zlała, że pod sam tyłek byłam mokra, ale dałam rade...:D:D:D... występ nawet wyszedł...a zwłaszcza nasz żywiec...później wraz z Jopkiem pojechałam na dni Orłów ...tam tańczyły Oldboye...nawet fajnie było..:D:D:d..ciocia Krysia zrobiła placka z truskawkami..:D:D...jak wróciłam zaraz przyjechała po mnie Asia i pojechałyśmy znowu na Polonie...pogoda już była ładna...akuratnie był występ Capueiry (nie wiem czy dobrze napisałam)..no no Ci to potrafia się wyginać...naprawde mi sie podobało...piosenki tak samo...:):):)...a na koniec gwiazda wieczoru...Tortilla...a co to było to ja nie wiem...babka (pijana) "tańczyła" pod sceną, jakiś wielki fan się wczuwał... a my na ławeczce robiłysmy sobie jaja....oczywiście musialam cos odrębać...i śmiałam się z perkusisty i na moje nieszczęście on to zauwazył...ojejjj....:D:D:D...tak czasami bywa...zmęczona wróciłam do domku...przez kolejne dni próbowałam dochodzic do siebie, nie mogłam się wyspać...ale jakoś to mineło...w ostatnią środe było ognisko u Basi...no troszke sie działo...nasz "spacer" do sklepu...hehe...Lonia i Kasia dałyśmy rade...musiałam zaliczyc krzaczki...wcale mnie nie było widac z głównej...ale juz tak bywa..:D:D:D...było wesoło...nam zawsze jest dobrze... buźka dla Was wariaty...do następnego ogniska...:D:P:P...a pewnie juz niedługo ;);)...Hmm a co teraz...mija dzień po dniu...i tak będzie lecieć...czekam na wakacje i wolność...jako takich planów nie mam...ale wszystko wyjdzie w praniu...Ok kończe bo znowu się rozpisałam...Oczywiście wielkie buziaki dla Smyrków :*:*:*:* i mojej jakże przecudownej klasy :*:*:* ..hehe
poniedziałek, 07 maja 2007
...żyjemy tak jak śnimy...
.....długi weekend....hmmm troszke się działo...nie narzekam na nude i brak rozrywek.....a to wszystko dzięki moim kochanym Smyrkom....juz we wtorek pojechaliśmy na majówke do Krasiczyna...:D:D:D.....Asia:*, Danusia:*, Melcia:*, Newton:* no i oczywiście Jopuś:*....ekipa nie do przebicia :P....hmmm było troszke zimno ale daliśmy rade...pooglądaliśmy trochę ludowizny...polskiej i ukraińskiej....mi się podobało :):)...wracając jechałam z Jopciem...matko jak on mnie przewiózł...serce w gardle....a pęcherz cały pełny.....chcieliśmy się zagrzać w jakimś barze...tylko dopiero w 3 udało nam się usiąść:D:D:D...po gorącej białej czekoladzie w Morfeuszu rozjechaliśmy sie do domku....ja miałam dodatkowych lokatorów...ale takich zawsze bym chciała:P:P....przy herbatce i ciasteczku czas nam zleciał.....:);)....No i tak leciał dzień po dniu...Od piatku przez cały tydzień moja siostrzyczka była w Krakowie..brakowało mi jej...nie miałam komu dokuczać:D:P....Hmmm 4.05.- to data naszego wypadu na Soline...Melcia:*...Newton:*...Jopuś:*...pogoda była śliczna....Pawełek naprawde lubią Cię tam na górze...;)...rano z dobrymi humormi ruszyliśmy na podbój Soliny...do tej pory nie wiem jak to było z tymi trąbkami...ale może kiedyś sie dowiem:D:D:d...po spacerku po tamie chłopcy fundneli nam przejarzdzke na rowerku wodnym...hmmm było naprawde fajnie...odgłosy były niesamoite....troszeczke działały nam na nerwach...ale dało się przeżyć...wrócilismy do auta i pojechaliśmy na plaże....nasz kochany pomysłowy Piotruś biegał z karabinem i strzelał do ludzi....dobrze że nikt nas nie znał...:D:D:D...hmm te kilka godzin spędzonych na plazy na kocyku zostaną tylko dla nas.....w drodze powrotnej...bardzo długiej, bo dookoła oglądaliśmy piękne krajobrazy...no i oczywiście...kozy..owce..i krówki..:D:D:D...po drodze zauwazylismy super skały...robiliśmy sobie zdjęcia... powspinaliśmy się...a na koniec zobaczylismy tabliczkę..."Wspinanie się surowo zabronione"....hmmm ale w tym tkwi zabawa...:D:D....na koniec jeszcze wstąpilismy do Arłamowa na spacer...jak dobrze się zrelaksować po całym dniu pełnym wrażeń...Późnym wieczorem wróciłam do domu...spałam jak małe dziecko...zmęczona ale było warto...kocham tych moich wariatów...Cały dzień śmiali się ze mnie że jestem pilotem...ale wszędzie dotarliśmy praktycznie bezbłednie:D:P:P...Na drugi dzień ta sama ekipa wybrała się na forty do Siedlisk...nie powiem że ja tam chciałam jechać, ponieważ nigdy tam jeszcze nie byłam...a oni są tak kochani, że ze mna tam pojechali...Piotuś robił za przewodnika...nie powiem naprawde wie cosik o nich...ale nie wybacze Ci tych ciemnych komnat...ja się boje...:(...mam nadzieje że nie naciągnełam Ci za bardzo sweterka..:D:D....później do późnego wieczora a nawet już nocy siedzielismy u mnie w pokoiku....Piotrus naprawde jestes śliczną dziewczynka...:D:D:D....W niedziele całą rodzinka pojechałam do Birczy do tesciowej mojej siostry...tam razem z moją mamuską w szpilkach chodziłysmy po lasku...tylko nas stac na takie coś...popołudnie było naprawde miłe...I tak naprawde w tym dniu skończył się ten długi weekend...niestety...ale to co dobre szybko się kończy....Chyba sie rozpisałam ale w kilku zdaniach naprawde się nie da opisac tego wszystkiego....Wielkie pozdrowienia dla wszystkich Smyraczy i nie tylko ...:*:*:*:*...buziaczki wielkie....
poniedziałek, 30 kwietnia 2007
......ulotne chwile....
Hmmm dawno mnie tu nie było...a nawet bardzo dawno...pewnie brak czasu...ochoty....dużo się wydarzyło....począwszy od dnia polsko-węgierskiego, czyli Danusia, Filip"Hultman", Artur i ja staliśmy jak ciołki w przejściu w strojach od poloneza usmiechajac się do szlachty..ble ble ble....było przywitanie prezydenta Węgier chlebem bez soli:D:D...ale dziwny pan:D....później był jakiś wykład no to obserwowaliśmy katering <nie wiem jak to się pisze:D>....jak zwykle było troche śmiechu jak to my...coś zawsze sobie znajdziemy....a zapomniałam o najważniejszym...zanim weszliśmy do zamku byliśmy kontrolowani...jaka paranoja...wszysko nam sprawdzali...ale w tej sytuacji też z Danusia znalazłysmy powód do śmiechu...póżniej pan z ochrony próbował mnie poderwać na hasło że mam ładne buty...jaka wiocha....No i się skończyło...ale na wieczór musiałam wraz z Artkiem iśc wręczać kwiaty...czułam się jak nie czytaty nie pisiaty...dając kwiaty Węgrowi....cyrk...ale było mineło....:D:D...Danusia była razem z nami...to jest kochana dziewczynka....potem była monotonia...szkoła...tańce....i tak na okrągło....później były święta....jak zwykle więcej roboty niz przyjemności...ale było naprawde fajnie...uwielbiam rodzinne zloty...jest ich tak mało...jak jestesmy razem.....święta mineły i znowu monotonia.....ostatnio pogoda jest coraz to ładniejsza.....więc trzeba było to wykorzystac...więc razem z Danusia wybrałysmy się na rynek...grzałysmy sie do słoneczka plotkując...śmiejąc sie...cieszę się że mam przy sobie osoby z którymi zawsze szczerze mogę porozmawiac...byc sobą.....dziękuje Wam za to...za to, że ze mna wytrzymujecie.... ostatnio mielismy próby na zamku...hmmm co mi utkwiło w pamieci...:D:D:D....Artur my kiedys będziemy tańczyć ale za drzwiami...:D:D:D...Danusia nasza samba jest nczego sobie...jak zawstydzamy Rafała to cos w tym musi byc...:D:P....w ten weekend były warsztaty...pan Darek znów przyjechał. Uczyliśmy się menueta i gavota....ten drugi jest okropny nic nie łapalismy....ale zawsze to jakis nowy taniec więcej czasu razem ze Smyraczami .....w sobote rónież miałam osiemnastke Ani....jak zwykle znając moje kochane szczeście nie miałam trolejbusa...i na św. Jana szłam na nogach...ale było warto..imprezka była syta....swoje towarzystwo...było wesoło...były tańce...śpiewy....i oczywiście świetna zabawa...ale co dobre szybko się kończy...trochę nieprzytomna byłam rano na warsztatach ale dałam rade....W niedziele po skończeniu warsztatów poszłysmy do kościółka...jakie to my święte nie jestesmy...zaleciały pod same balaski...ale organista był jeszcze lepszy...ni jak go nie rozumiałam jak spiewał psalm...a pieśni to już nie będe komentować...:D:D:D...my to zawsze musimy na cosik takiego trafić....i jak tu sie nie śmiac w niewygodnych ławkach.... a na 5 umówiłysmy się na zamek...był koncert galowy Mini Miss&Mini Mister oraz tanczyły A-Zetki...Co te dzieci nie robiły...jakie stroje...cyrk na kółkach....jakie one były słodkie i boskie poprostu ...była para maiała może 12 lat..jak oni tańczyli sambe...A-Zetki się chowaja..cyrk...te 4 godziny na zamku były warte poswięcenia.....potem wróciłysmy do domku...ale to nie było koniec....na dworskiego mnie i Kore śedziła jakaś wielka czarna Honda...ale stres...podjerzdzali za nami co kawałek....póżniej stali...dobrze że szedł kolega i nas podprowadziła kawałek....ale strach był...ale dobrze ze byłysmy razem....a dzisiaj rano poszłam na miasto...teraz jestem totalnym bezgusciem...nic mi się nie podoba...może kiedys mi to przejdzie...:D:D....Chyba się rozpisałam....ale musiałam to nadrobic:D:D:P...Oczywiście na koniec wielkie buziole dla Smyraczy...mojej zakręconej klasy...i ludzi którzy tu wpadaja...:*:*:*
środa, 21 marca 2007
...tańczą konie niewidzialni....
Dawno nie pisałam....może brak czasu...a może brak zdarzeń by je opisać.....ostatnio moje życie jest monotonne...szkoła...dom...tańce...żadko gdzieś wychodze...coś robie....na tańcach jest ciekawie...wreszcie coś się dzieje...tańczymy coraz więcej....choć to nie jest to samo...ale zawsze coś....prowadziłam rozgrzewke nawet 2 razy...fajnie, tylko czasami mam dziwne wrażenie że.....Hmm w tą sobote wraz z Danusią, Artkiem i Filipem mamy witać prezydenta Kaczyńskiego..ale zaszczyt:D:D:D....ciekawe kto jest niżyszy ja czy on? :D:D:D:D....W poniedziałek przyjechała do mnie Asia i Danusia...no i ciasteczka babci Asi...mniam :);)...jak dobrze sobie powspominać co dobre....Turcja Niemcy 2x:D:D...oj moje dziewczynki jak dobrze że ja Was mam....Od poniedziałku do środy były rekolekcje...Martuś wcale nie nudziłyśmy sie :D:D...nasz rekolekcjonista chciał poruszyć każdy temat jaki tylko mógł, więc na koniec nic z tego nie wiedziałam....hmmm ale siedząc na samym końcu było ciekawie...małe ploty:d...śmiechy...."wesele w kościele"...."ślub dłuższy od wesela".....martuś można się sprać.....W poniedziałek było przedstawienie kabaretowe...fajne było...a zwłaszcza stroje aktorów:D:D....We wtorek po kościółku razem z Martą i Danusią poszłyśmy do Tomaszewskiej na ciacho :d:d:d...oczywiście musiałyśmy cos tam nabroić...ale gdzie my tam coś się dzieje:D:D....później na rynek...i znowu hihi i haha ;);)....jak zwylke...niestety Danusia musiała nas opuscić ale my to jeszcze nadrobimy...później dołączyła Lonia i Siva...i były frytki:d:d...i szara kurtka:);)....i nie tylko....dzisiaj jest dzień wagarowicza...ale pogoda jest bee Zimno, mokro więc ciekawie nie było...ale nic takiego się nie dzieje....ok bede kończyć tą nudna notke...nie mam głowy do niczego a zwłaszcza do nauki...a niestety trzeba wracać do rzeczywistości....czyli do nauki bleee...ja nie sce.....Buźka dla wszystkich
sobota, 03 marca 2007
.....są chwile, które pozostaną w pamięci......
Siemka dawno nie pisałam...może to brak czasu a może ochoty...różnie bywało.....może zaczne od ferii....hmmm miło było, ale szybko się skończyło. Zaczęłam od choroby ale na szczęście szybko ją wygoniłam....w pierwszym tygodniu w środe razem z Danusią i Korą wybrałyśmy się do Asi do Żurawicy.....ojjj było wesoło....Danusia nasz piękny taniec dla dwóch blondynek był nie do pobicia:D:D:D:D.....zjadłyśmy pyszne pączki roboty mamusi Asi<mniam>i głośno wracałyśmy do domku....bo jak to być może że my i bez śmiechu:D:D:P:P......niestety nie było z nami Martusi....ale ona to odrobi ;).....zaraz w czwartek razem z Danusią wylądowałam w Cinemie na karaoke....było tam jeszcze kilka wariatów....hmmm działo się ohohooo...te stare zboczone gały...psssieee...bleeee......Danusia wie o co chodzi.....ale przynajmniej było dużo śmiechu....kilka razy zwątpiłam w talenty wokalne ludzi....myślałam że jak sie nie potrafi choć troche śpiewać to chyba się tego nie robi...ale hmmm bywa inaczej :D....dzięki Danusia za dobrą zabawe..w piątek poszłam z Martą i kilkoma ludzmi z parafii na lodo...po imprezie nigdy na lodo-już to wiem..ale było fajnie..Marta amanty cool :D:D:D a zwłaszcza kratko-paski....w drodze powrotnej już nic mnie nie bolało....popostu fajnie się biegnie z lodo na jagiellońską hihi....nadszedł dzień ostatków....ostatnia sobota karnawału....spędzona w naprawde miłym towarzystwie......razem z Martuśką pojechałyśmy do Hnatkowic do "babci"...tak się zawsze mówi:D:D:P:P.....po kilku godzinach poszłam do Marty...była ok 20.00.....przemyciłam sie do pokoju gdzie była Marta i jej kuzynostwo....a zwłaszcza słodziutki Maciuś...kosiam tego brzdąca....jest taki fajny....no i się zaczęła.......ucieczka przed........babcią:D:D:D........było wesoło...przymuszone jedzenie frytek....rozmowa przy telegazecie i ściszonym telewizorze.....aż wrócili rodzice Maćka...no i zaczęło sie znowu...było naprawde śmiesznie...lekcja polszczyzny <ja żem poszedła:D:D:D:D>...Maciuś, który myślał że jest 7 rano mimo że była 3 nad ranem:D:D:D....i ułorzyliśmy się do snu.....nasz budzik"Maciuś" obudził nas i była herbatka :D:D...i zeszłam na dół do domu mojej babci....tam w kurtce położyłam się do łóżka...dobrze że babcia mieszka koło kościoła i dzwony mnie obudziły :D:D....nieprzytomna poszłam do kościółka....stałam w przedsionku i spałam na drzwiach.....chwilami nie kontaktowałam co się dzieje koło mnie.....cały dzień byłam nieprzytomna....czekałam tylko na wieczór by poczuć podusie....następny tydzień był dziwny...szybko miną...nic takiego się nie działo co by mi pozostało w pamięci....aż wreszcie koniec ferii...było miło ale szybko się skończyło....w poniedziałek w autobusie jak zawsze gwar - tak była cisza...aż wreszcie jeden chłopak mówi "jedziemy jak by nas wywozili na skazanie" - pewnie tak było :D:D:D....jakoś minął ten tydzień...nadrabiam sprawdziany na których nie byłam...został tylko jeden...ale niestety już są zapowiedziane nowe...jakoś to będzie....juz za niedługo wakacje, a tak dokładniej to za 112 dni!!!....wczoraj była próba...coraz bardziej się załamuje....to już nie to samo co było kiedyś już pisałam o tym...nie będe się powtarzać....ale mam nadzieje, że jeszcze nasza grupa będzie taka jak kiedyś....tylko kiedy to będzie???....była rozmowa....każdy powiedział swoje bóle - ale czy to coś da? nie wiem...wyszłam z zespołu z kacem moralnym....pełna energii i z ochota do pracy...ale zostałam zahamowana...tęsknie za zakwasami, za bólem kostek...łydek...rąk...i palców zdeptanych przez Jopka....potem na każdej części mojego ciała:(:(....kiedy znowu się tak zmęcze??....ok troche się rozpisałam...buźka dla wszystkich Smyraczy i nie tylko....:*:*:*:*